Zapomniałaś podłączyć na noc telefon do ładowarki i rano obudził Cię alarm na ostatnich oparach. Kawa najpierw Cię poparzyła, a potem rozlała się na stole. Komputer stwierdził, że właśnie teraz musi się zaktualizować, a Ty od pięciu minut miałaś wyświetlać prezentację. Sa takie dni. Wszyscy je miewamy. I dlatego tak ważne jest hasło
Sorry, I’m having a really bad day.
Jesteśmy tylko ludźmi. I my, i nasi uczniowie. Im szybciej zaczniemy praktykować komunikowanie tego bez wstydu i poczucia winy, w obie strony, tym szybciej wyjdzie nam to na zdrowie.
Jedna ważna zasada: komunikuję to zawsze na samym początku zajęć i do tego samego zachęcam uczniów. Wtedy wszyscy od razu wiedzą, na czym stoimy i zaskakująco często nawet uczniowie, którzy nie potrafią na co dzień wyjść z lekcji nie doprowadzając mnie choć raz do białej gorączki starają się pilnować.
Wiadomo, że to hasło nie może stać się wygodną wymówką rzucaną średnio raz w tygodniu i zdecydowanie konieczne jest postawienie uczniom tej sprawy bardzo jasno, w innym przypadku zderzymy się z całą masą nadużyć żerujących na naszej empatii. Na moich zajęciach przyjmuję to hasło od uczniów bez krytyki, z delikatnym pytaniem, czy wszystko w porządku i jasną granicą, że to nie znaczy, że nie robimy nic.
Poniżej moje trzy najczęstsze sposoby na gorsze dni, spośród których wybieram ja lub pozwalam wybrać uczniom, ale zawsze pod warunkiem, że przy tej formie będą współpracować na tyle, na ile są w stanie.
Co robić, kiedy to uczeń komunikuje, że dziś nie stać go na zbyt wiele?
Z reguły w pierwszych minutach zajęć staram się w konwersacji wyłapać, jak uczeń funkcjonuje. Czasami nie wymaga bowiem całkowitej zmiany planów, a jedynie odpuszczenia zadania lub dwóch, zwolnienia tempa czy większej ilości pomocy.
A co, kiedy po tych pierwszych minutach już wiadomo, że nic z tej zaplanowanej lekcji nie będzie?
Po pierwsze: kotki. To prosta plansza pozwalająca przećwiczyć większość zagadnień gramatycznych oraz słownictwo poznane na ostatnich lekcjach. Jeśli nie kojarzycie o co chodzi, zapraszam do lektury TUTAJ.
Po drugie: kości opowieści, na przykład takie. Do wykorzystania jako baza pod creative writing albo speaking, przećwiczenia ostatniej gramatyki, planowania wypowiedzi lub konkursu na najbardziej absurdalną historię.
Po trzecie: stary dobry GPT. Prompt Wygeneruj 15 pytań konwersacyjnych na temat X dla uczniów w wieku Y na poziomie Z robi robotę. Staram się wtedy sięgać po tematy, o których wiem, że są w kręgu zainteresowań danego ucznia, albo nawiązują do czegoś, o czym mi ostatnio opowiadał. Jeśli jakiś temat na zajęciach ostatnio nam “siadł”, to też warto go wykorzystać, natomiast zdecydowanie unikam trzymania się za wszelką cenę aktualnie realizowanych tematów, bo kto mając gorszy dzień chce się rozwodzić nad wpływem używania pestycydów na środowisko lub wymyślać sposoby na dobre zaprezentowanie się na rozmowie kwalifikacyjnej.
Podsumowując: komunikacja, empatia i wyrozumiałość nie jeden tyłek uratują. Albo lekcję. Ale warto mieć wtedy zawsze pod ręką jakieś awaryjne aktywności, które pozwolą nam uratować z tej lekcji tyle, ile się da.

